Nawet nie wiesz jak to jest umrzeć. Nie zdajesz sobie z tego sprawy, leżąc u mych stóp odzianych w pobłyskujące w świetle latanii, wypastowane glany.
Wciąż nie możesz uwierzyć co się stało.
Zdziwiony? I to bardzo.
Chociaż tego można było się spodziewać. Nie mam uczuć wyższych, a zdradę traktuję odpowiednio. Inaczej mówiąc: raz, a dobrze. Nie żałuję niczego, co razem przeżyliśmy, gdy traktowałam Cię jako przyjaciela, a nie jako byt, który mógłby jedynie przez cały czas udawać. Zawiodłam się, cóż tu długo mówić.
To koniec. Krwawisz z przestrzelonego na wylot boku. Nie masz szans. Już ledwo łapiesz oddech, a każda przyjmowana porcja powietrza próbuje rozerwać Cię od środka. Słabniesz. Kurczowo trzymana przez Ciebie, rozpięta, pomięta koszula, nabiera szkarłatnej barwy.
Boli, prawda? Miało.
Wykrzywiasz twarz w niemym wyrazie bólu. Podchodzę do Ciebie, kucam obok i czarną aksamitną chusteczką ocieram Ci pot z czoła. Do wolnej ręki kładę Ci czerwoną różę. Będziesz mym natchnieniem, pochodzącym z przeszłości koszmarem.
Staniesz się tą częścią ciała, która kierowała ręką Michała Anioła, Leonarda da Vinci i Picassa- szepczę Ci do ucha. Już nie uciekniesz ode mnie. Nie możesz. Na zawsze przykuty do impulsu manewrującego grafitowym śladem mojego ołówka.
Czujesz zimny, metaliczne muśnięcia na szyi. Zjeżdżają one niżej, kołując po Twoim półnagim torsie. Nagle ruch ustaje. Obok zimna pojawia się gwałtowną fala ciepła wydzielana przez moją dłoń.
Spoglądam Ci w oczy.
W moich widzisz bezdenną pustkę.
Ta chwila zdaje się być dla Ciebie całym stuleciem. Przyspieszone bicie serca, arytmia.
Błogi bezruch przerwało nagłe pchnięcie zimna w głąb Ciebie. W stronę serca. Oczy zachodzą Ci mgłą. Słychać jeszcze pośmiertne stukotanie tłoczącego krew organu. Coraz słabsze, zanikające.
Ustało.
Wyszarpuję zakrwawiony, czerwony niczym rdza nóż z Twojego stygnącego powoli ciała, zamykam Ci półotwarte oczy.
Powoli wstaję, obracam się przed siebie, by uciec od wspomnień.
Zabiłam przyjaciela.
Zabiłam talent.
ładnie to ujęłaś : )
Nie poradziłam sobie z pokorą, bo nie musiałam. Zmieniłam jedynie podejście do spraw które robię, na właściwe. Ot co.